Jak jest
Jest źle mówiąc krótko. Łączę w sobie 72 kilo żywej wagi w konfrontacji ze 167 cm wzrostu, Mam cholerny trądzik, który niszczy mnie od środka i od jedenastu lat jest gościem na mojej twarzy.Nie ogranicza się do kilku krostek i "ojeju mam pryszcza" tylko jest ropny paskudny. Żywię się różnie. Raz lepiej, raz gorzej, Ciągle szukam złotego środka. W doprowadzeniu się do obecnego stanu "pomogła" mi dieta białkowa, której zawdzięczam nasilenie się zmian na skórze, Przygotuje o tym kolejny post, gdzie szczegółowo wyjaśnię co i jak. Jem co chcę, kiedy chcę, jak chcę i gdzie chcę. Rzadko uprawiam sport, bo nie mam na to czasu.
Chcę:
Chcę zrzucić 15 kg. Daję sobie na to półtora roku. Chcę mieć normalną twarz bez krost, bez blizn, bez plam. Chcę nauczyć się systematyczności w ćwiczeniach i konsekwentności w stosowaniu diety. Nie chcę restrykcyjnych nawyków żywieniowych. Zależy mi na zdrowym odżywianiu i pokazaniu samej sobie, że dobra i zdrowa dieta to nie samo zielsko i woda mineralna.
w walce z trądzikiem i złymi nawykami
piątek, 19 grudnia 2014
Po pierwsze ja! Po drugie ja i po trzecie też
Cześć
Jak każdy z nas mam problem, Nie jeden, nie dwa, nawet nie dziesięć. Ostatnio doszłam do wniosku, że przyczyną tego stanu nie jestem ja sama bezpośrednio, ani też żadna z bliskich mi "toksycznych " osób. Prawdziwym problemem są moje własne, złe nawyki, które z każdym dniem doprowadzają do destrukcji strzępów pozytywnych doznań, które jakimś cudem jestem w stanie odbierać. Jestem mówiąc w prost koszem na śmieci, który sama zapełniam. Wstyd się przyznać, że dopiero po dwudziestu latach coś z tym robię. Nie wiem jeszcze czy to kolejna czcza obietnica, czy tym razem faktycznie coś zmienię. Daję sobie kolejną ostatnią szansę. Tym razem publiczną, bo wszystkie sekretne wyzwanio-dążenia poszły się paść w siną dal poganiane przez kulawą samodyscyplinę, Kto ciekawy- zapraszam
Jak każdy z nas mam problem, Nie jeden, nie dwa, nawet nie dziesięć. Ostatnio doszłam do wniosku, że przyczyną tego stanu nie jestem ja sama bezpośrednio, ani też żadna z bliskich mi "toksycznych " osób. Prawdziwym problemem są moje własne, złe nawyki, które z każdym dniem doprowadzają do destrukcji strzępów pozytywnych doznań, które jakimś cudem jestem w stanie odbierać. Jestem mówiąc w prost koszem na śmieci, który sama zapełniam. Wstyd się przyznać, że dopiero po dwudziestu latach coś z tym robię. Nie wiem jeszcze czy to kolejna czcza obietnica, czy tym razem faktycznie coś zmienię. Daję sobie kolejną ostatnią szansę. Tym razem publiczną, bo wszystkie sekretne wyzwanio-dążenia poszły się paść w siną dal poganiane przez kulawą samodyscyplinę, Kto ciekawy- zapraszam
Subskrybuj:
Posty (Atom)